sobota, 5 stycznia 2013

New Years Eve and Three Kings

Hola! Od zeszlej niedzieli mam w pewnym rodzaju sielanke, poniewaz dziewczynki pojechaly do swojego taty na caly tydzien (troche pusto tu bez nich). Ten czas byl i jest w 100% tylko dla mnie. I mysle, ze wykorzystuje go nie najgorzej. Moje plany na Sylwestra byly bardzo spontaniczne i udane! Pojechalam z Maria do jej rodzicow, gdzie byli rozni znajomi i dzieci z rodziny. O 22 zasiedlismy do kolacji i w koncu odwazylam sie sprobowac hiszpanskich przysmakow na pierwsze danie. Zjadlam wielka krewetke, ktora trzeba bylo obrac z wielkich, przerazajacych, czarnych oczu i nozek oraz szparagi zanurzone w nieznanym mi sosie. Drugie danie lepiej mi smakowalo ze wzgledu na przewage miesa podawanego z salsa i ziemniakami tym razem, na ktore sie doslownie rzucilam :) Nie zabraklo tez bialego i czerownego wina. A na deser oczywiscie przepyszny mus czekoladowy. Nastepnie zaczeto stawiac na stol kieliszki i szamapana oraz wielki talerz z kolorowymi paczkami winogoron. Wszyscy czekalismy przed telewizorem az wybije polnoc, wstalismy z gotowymi do jedzenia w rekach winogronami i nagle zaczelo sie odliczanie na ekranie telewizora. Pierwsze winogorona probowalam polknac, jednak mi to nie wyszlo ze wzgledu na duzy rozmiar i skorke, wiec zaczelam miazdrzyc je podniebieniem i jesc jak najszybciej jak sie da. To bylo dla mnie calkiem nowe i zabawne doswiadczenie. Potem zapilismy wszystko szamapanem i calowalismy kazdego w policzki mowiac Feliz Año! W okolicach 1.00 wybralam sie do baru z kuzynem Marii i jego siostra z mezem oraz innymi przyjaciolmi na impreze. Tanczylismy do 6 rano, po czym chcielismy zmienic bar (co hiszpanie maja w zwyczaju), ale niestety wszystko bylo juz pozamykane ze wzgledu na ilosc osob w srodku. Swietnie sie bawilam przy czym towarzyszylo rowniez bardzo duzo smiechu i zartow. Powrot do domu tez byl zabawny :) Srode z kolei rowniez spedzilam bardzo pozytywnie, od 15 do 1 w nocy zwiedzalam piekne centrum Madrytu. Najpierw robienie zdjec, podziwianie zabytkow a poznym wieczorem wstapilismy do jednej z wielu restauracji na znanej dzielnicy La Latina. Sprobowalam hiszpanskich tapas popiajac bialym winem, pozniej zmienilismy miejsce i tam zaskoczyl mnie pyszny smak croquiettas (ich skladniki to maka, maslo i mleko), nastepnie probowalam rozne rodzaje sera a na deser trzy warstwy czekolady podane w roznej konsystencji. Tak czy inaczej pierwszy dzien zwiedzania stolicy Hiszpanii byl bardzo udany. Ktoregos dnia wybralam sie na wieczorny spacer w pobliskim parku, gdzie rozmyslalam duzo i podziwialam piekne wielkie palmy, przechodzac pod nimi to uczucie nie do opisania. Caly czas uswiadamiam sobie, ze mam cholerne szczescie bedac tutaj i w koncu moge powiedziec, ze uwielbiam swoje zycie i jestem ciekawa przyszlosci, bo wiem ze czeka mnie tutaj duzo fajnych przezyc ze wspanialymi ludzmi.
Wczoraj zostalam zaproszona do centrum na drinka (moze dwa :-)) i zdziwilo mnie, ze jako przekaske podano nam orzeszki solone i ... zelki. Bardzo zasmakowaly mi tez indyjskie przekaski zrobione z miesa i cebuli. Dzisiaj z kolei wybralysmy sie z Maria na zakupy! W koncu moglam poszalec w dosc znanym sklepie Primark przez co moja szafa powiekszyla sie o trzy nowe koszulki i dwie pary legginsow. Jutro swieto Trzech Kroli, wiec musze zakupic jakies drobiazgi dla mojej nowej rodzinki. Teraz natomiast rozkoszuje sie smakiem paluszkow chlebowych z kremem camembert oraz mam zamiar napisac liste miejsc, ktore chcialabym zobaczyc tutaj :) A teraz troche zdjec z ostatniego tygodnia.











Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.